Blog Krzysztofa Jakuba Sikory
Achaja-re-tom3-illustr

08-05-2012
by KJS
2 Comments

Bigos – najprostsza potrawa

Możesz żyć na dwa sposoby. Możesz usiłować kierować swoim życiem. Obserwować otoczenie, wyciągać wnioski i podejmować decyzje. Możesz się uczyć. Możesz ponosić klęski, ale nie po to, by biadolić nad swym losem, ale po to, żeby wyciągać wnioski. Analizować je. I podejmować decyzje. Ten drugi sposób można określić tak: jest bigos, jesteś szczęśliwy, nie ma bigosu, jesteś nieszczęśliwy. Niektórzy ludzie to jedzący bigos. Nie obserwują, nie podejmują decyzji. Będzie tak jak Bogowie chcą. Ot, po prostu: życie jak życie, bez wzlotów i bez większych upadków. Szaro, nudno, średnio… Jest bigos, to jest fajnie. Nie ma? No to się ponarzeka. Można tak żyć? Tak żyje przytłaczająca większość ludzi na świecie.

Życie bigosiarza wcale nie musi być złe. Nie przeżywa wielkich dramatów, może się najwyżej zapluć w złorzeczeniu. Ale… nie przeżywa też nigdy wielkiego szczęścia. A ci inni?

Ci przeżywają wzloty i upadki jak każdy. Ale kiedy upadną, to włoją się w gówno do samego dna. Lecz jeśli się podniosą i polecą, to…. Wiesz, co to jest szczęście? Jeśli nie wiesz, to jesteś bigosiarzem. Jeśli wiesz, to już nie możesz się doczekać następnej porcji. Przeciętny człowiek nigdy go nie zazna w swoim małym, szarym światku bez kontrastów. A Ty? Ty bigos masz tam, gdzie jego miejsce na finiszu: głęboko w dupie.

źródło: Pomnik Cesarzowej Achai, Andrzej Ziemiański

jp2

02-04-2012
by KJS
0 comments

Jan Paweł II

Przypominam, że dzisiaj o 21:37 mija 7 rocznica śmierci wielkiego człowieka, które zawsze starałem się naśladować. Nie jestem katolikiem, ale Jan Paweł II był dla mnie bardzo ważną postacią i warto, aby chociaż ten dzień poświęcić na chwilę zadumy nad jego życiem i przesłaniem, które niekoniecznie trzeba interpretować tylko jako przesłanie „od katolika dla katolika”. To był wspaniały człowiek i bardzo mocno przeżyłem jego śmierć.

Chcę, czy nie – jestem z pokolenia JPII : )

menel

30-03-2012
by KJS
18 Comments

Madzia, Sosnowiec i menele

Ok, Sosnowiczanie i nieSosnowiczanie. Kto jest gotów stawić czoło prawdzie, zamiast merdać się z własnym umysłem, oszukując się dzień po dniu? Kto nie boi się prawdy (ten pewnie ją już zna), niech zostanie, reszta won, bo nie spodoba Wam się to co zostanie tutaj przedstawione.

Tygodnik Twoje Zagłębie napisał:

Podupadły wizerunek Sosnowca. Czy może być lepiej?

Zmusiło mnie to do pewnej refleksji, którą po prostu muszę się podzielić, bo nie usiedzę.

Sosnowiec jest szpetny. W Sosnowcu biją w mordę, nawet w ścisłym centrum miasta, a Strażnikom Miejskim daje się nagrody za złapanie jakiegoś wyrostka raz na rok. Sosnowiec jest nudny i śmierdzi (nie tylko w znaczeniu potocznym). Po centrum Sosnowca wałęsają się śmierdzące, zataczające bandy opijusów i meneli. A Straż Miejska wlepia mandaty starszym babciom, które ledwo ciułają na życie sprzedając pod Patelnią pietruszkę!

Czy to subiektywna opinia mieszkańca Katowic? Nie, ich jest o wiele gorsza. Czy to opinia sfrustrowanego mieszkańca? Nie! Ich też jest o wiele gorsza! To obiektywna opinia. To prawda! Wszelka polemika jest tu zbędna, bo oznaczałaby tylko idiotyzm i ślepotę osoby, która kontestuje te słowa. Lecimy dalej? So, let’s go on.

Sosnowiec jest biedny, nawet nie jako gmina, ale jako społeczność, która ją tworzy. Firmy padają w Sosnowcu! Ktoś nie wierzy? Policzyć ile fajnych knajp zostało zamkniętych w ciągu ostatnich 2 miesięcy? A wiecie dlaczego? Bo tu się nic nie opłaca! Ludzie nie mają pieniędzy! Państwo i miasto obdzierają mieszkańców ze skóry, zaciągają kolosalne długi i podnoszą podatki. Myślisz, że to roztropne? Myślisz, że to mądre? To rozejrzyj się! To są efekty.

Sosnowiec jest największym skansenem komuny jaki istnieje w Polsce! Tutaj mentalność nic a nic się nie zmieniła! Mentalność władzy i większości ludzi. Ponad 60% gruntów należy do miasta! Wydatki majątkowe gminy są olbrzymie, a radni jeszcze narzekają, że są zbyt niskie. Co tu się dzieje?! Nie widzicie świata dookoła? Miasto bankrutuje, ludzie bankrutują. To nie żaden kryzy-sryzys, tylko rozmarzeni idealiści u władzy, którzy wierzą że spełnią sny jakiś popaprańców, komuchów o równości i powszechnym dobrobycie. Dzisiejsze czasy to kwintesencja tych snów i mrzonek w działaniu.

Tak naprawdę w tym wizerunku Sosnowca to nie chodzi tutaj o żadną Madzię, czy pedofila. Różne rzeczy zdarzają się w różnych miejscach globu. Zostało szczególnie zapamiętane, że to w Sosnowcu takie rzeczy się dzieją, bo Sosnowiec jest pośmiewiskiem. Dokładnie! Jest brudny, biedny, śmierdzący i patologiczny. Gdyby Sosnowiec był prężnie rozwijającą się metropolią to nikt by nie zająknął się źle o tym mieście. Rozumieta? Yh.

Uwaga cytat:

W ostat­nich latach wize­ru­nek mia­sta się uwspół­cze­śnił – Sosno­wiec w umy­śle prze­cięt­nego Kowal­skiego prze­stał być już wyłącz­nie mia­stem Edwarda Gierka i cięż­kiego prze­my­słu – zapew­nia Michał Kacz­mar­czyk, dyrek­tor Insty­tutu Zagłę­biow­skiego WSH w Sosnowcu.

Muszę to komentować? Ok, jak chcecie. P. Kaczarczyk ma rację połowicznie. Sosnowiec już nie kojarzy się z Gierkiem i ciężkim przemysłem. Teraz kojarzy się z bezrobociem, syfem i patologią. No i czerwonymi u władzy od dziesiątek lat. To jest prawda, bezapelacyjnie.

Nie chce mi się już dalej komentować, ja mówię o tych sprawach od lat. Nikt mnie nie słucha, potem tylko milcząco przyznaje się mi rację po fakcie. Utopia jest utopią i pozostanie utopią, bez względu na ilość modłów jaką ludzie w nią włożą. Obecny system nie działa i jeśli czegoś nie zmienimy o 180 stopni, to chyba rozumiecie w jak czarnej d… jesteśmy? Czy w końcu ktoś mi przyzna rację przed faktem dokonanym? Czy znowu muszę czekać, aż coś się roz….zepsuje?

wolnosc

13-03-2012
by KJS
1 Comment

Obiektywizm a polityka

Polityka stała się w dzisiejszych czasach bardzo negatywnym określeniem, a polityk został zdegradowany (a w zasadzie sam zdegradował się) do roli prostytutki, czy błazna, dzięki czemu większość ludzi patrzy z obrzydzeniem na politykę, a reszta się nią po prostu nie interesuje. Dlaczego tak się stało? W jaki sposób przeszliśmy drogę od faraona, poprzez rzymskiego cesarza, króla Polski, aż do premiera i prezydenta RP?

Wystarczy szybka analiza, by dojść do wniosku, że im większy wpływ na ludzkie życie ma władca, czy rządy oraz im większy współczynnik woli większości przy wyborze władz, tym większy proporcjonalnie bałagan w państwie i poziom degrengolady na scenie politycznej. Oczywiście wszyscy dookoła mają dość prostą receptę na obecny stan rzeczy – więcej demokracji. Wszyscy Ci ludzie bazują na złym aksjomacie, iż demokracja = wolność jednostki. Wyjaśnię pokrótce jak to mniej więcej działa, na przykładzie nieistniejącego państwa.
Rząd zajmuje się dyplomacją, sądownictwem, policją, wojskiem. Posiada szczątkową administrację, ma zdrowe prawo i mądry rząd, niskie podatki. Ludziom wiedzie się bardzo dobrze, korzystają z prywatnej opieki zdrowotnej, prywatnej edukacji, pracują za godziwe pieniądze lub prowadzą własną działalność. Znaleźli się jednak ludzie, którym nie pasuje to, że muszą zarabiać na własne utrzymanie, że obijając się nie przeżyją w takim systemie. Takie osobniki stwierdziły, że nie oni chcieliby płacić za szkoły swoich dzieci. Że fajnie by było, jakby szkoły były za darmo. Zaczęli, więc siać zamęt i poruszenie, a niektórzy cwani politycy stwierdzili, że taki postulat jest na tyle populistyczny, że może pozwolić im dostać się do władzy. Zaczęli, więc wspierać tę grupę ludzi i rozpropagowywać ich hasła bezpłatnej, państwowej edukacji. Spora część ludzi, którzy nie znają się na ekonomii i polityce (bo po co im to w normalnym kraju) stwierdziła, że to miło nie musieć płacić za szkołę, więc poparli pomysł, nie wiedząc co kryje się za tym hasłem. Populiści wygrywają wybory i udaje im się wprowadzić państwową edukację. Oczywiście mówi się, że szkoły są darmowe, jednak to nie jest prawda, edukacja opłacana jest z podatków, które trzeba podnieść. Póki co wpływy do budżetu wzrastają, jednak szybko są marnotrawione. Powstają kiepskie szkoły, w których połowa środków idzie na biurokrację, efektem ludzie płacą więcej niż za szkoły prywatne, a wmawia się im, iż są bezpłatne. Od razu potem rwetes podnoszą ludzie, którym nie chce się płacić za służbę zdrowia, czy inne gałęzie gospodarki. Potem przychodzi czas na jeszcze inne usługi, refundacja produktów (co czyni je droższymi), przywieje dla jednych, kary dla drugich itd. Politycy chcą dalej być wybierani, więc ulegają namowom, podkręcając śrubę obywatelom przy okazji. Mądrzy politycy, którzy chcą dobrze dla kraju, a nie jedynie być widowiskiem dla mas, mówią o likwidacji „darmowych” usług państwa, mówią o powrocie do tego co było i działało dobrze, jednak w rumorze populizmu są całkowicie zagłuszeni. W pewnym momencie wydatki Państwa rosną do tak monstrualnych rozmiarów, że wpływy z podatków są niewystarczające do działania państwa, zaczyna się zadłużanie. Podatki rosną, jednak przynoszą coraz mniejsze wpływy, ludzie uciekają do szarej strefy lub do innego kraju. Zaczyna się kryzys państwa, jednak politycy by uspokoić tłum obiecują jeszcze więcej rzeczy za darmo. Ludzie wybierają ich dalej, z nadzieją że jednak będzie lepiej, a mądrych polityków już prawie nie ma. Uciera się schemat polityka kłamcy i populisty, ludzie żądają więcej demokracji, bo chcą zmienić obecny stan rzeczy, a wmówili im, że demokracja = wolność, więc dostają więcej demokracji i wybierają kolejnych, którzy obiecują jeszcze więcej darmowych rzeczy. Państwowy moloch już ledwo trzyma się na nogach, podpierając licznymi kredytami, które okazują się dodatkowym obciążeniem. Zaczynają się protesty, a politycy w obawie przed rozruchami, zaciągają kolejne długi, by opłacić lepiej swoje gwardie – wojsko i policję. Ostatni krok to rewolucja i rozlew krwi. Reszta już zależy od jednostek, które będą miały wpływ na kształtowanie nowego porządku.

To nie scenariusz filmu katastroficznego, ani komedii. To rzeczywistość, w której przyszło nam żyć. My, obiektywiści, mamy wyjątkowo ciężko, ponieważ jesteśmy świadomi jak wiele ludzkość straciła i przejadła przez ten cały okres, który zdegradował nasz świat, spowodował regres cywilizacyjny.

Wszystko sprowadza się do zasady, że każdy człowiek ma prawo do swojego życia i jedynie on, nikt inny. Pogwałcenie tej zasady, jak widzimy prowadzi poprzez kłamstwa, zdradę, cierpienie do śmierci. Trzymajmy się tej zasady, szanujmy życie innych ludzi, bo to najwspanialsza rzecz jaką nam dano. Egoizm nie jest zły, troska o własny interes nie jest zła, wola życia nie jest zła – jednak granicą jest wolność i życie innych osób. Na tym buduje się prawdziwie wolne społeczeństwo. To było i działało, wróćmy do czasów kiedy wolność człowieka i jego życie były respektowane. Gdzie liczy się każdy z nas jako jednostka, nie wszyscy jako bezmyślny tłum.

Artykuł ukazał się w lutym w serwisie: mieczprawdy.com.pl

szkola

14-01-2012
by KJS
3 Comments

Likwidować szkoły!

Ostatnio na forum sosnowieckim rozgorzała dysusja na temat kontrowersyjnego, w opinii większości Sosnowiczan, posunięcia władz miasta – likwidacji dwóch szkół: gimnazjum nr 10 oraz ZSS nr 1. Rzadko się zdarza bym to czynił, ale dzisiaj muszę murem stanąć za władzami, dlaczego? Postaram się to wyjaśnić.

 
Sosnowiec na dzień 31 grudnia 2011 roku posiadał ponad 162 mln długu. Natomiast władze, zamiast już dawno ciąć wydatki oraz obniżać podatki robiły dokładnie odwrotnie. Od dziesięcioleci panuje u nas w mieście mentalność gierkowska, wedle której żeby się rozwijać, trzeba się koniecznie zadłużać – prywatni inwestorzy to zło konieczne, najlepiej za pieniądze podatników tworzyć publicznego molocha, niewypłacalnego i niewydajnego. Teraz oczywiście nie jest lepiej. Projekt budżetu na rok 2012 to jest kpina z podstawowych praw ekonomii, a zakrawa mi to już na jakiś sabotaż, bo niemożliwe wydaję mi się , że można być tak ograniczonym umysłowo, by nie uczyć się na własnych błędach i nie podchodzić do kolejnych podobnych sytuacji z rozumem i zdrowym rozsądkiem. Jednak ta malutka kropla w morzu potrzeb daje mi nadzieję. Nie na to, że miasto dzięki takim cięciom wyjdzie z długów i zapanuje pełne prosperity, to nie jest możliwe z obecną ekipą rządzącą. Daje mi nadzieje na to, że te małe cięcia, choć trochę skompensują straty dla podatników, jakie niesie nowy budżet, mianowicie wyższe podatki (=niższe wpływy do budżetu, większe bezrobocie i szara strefa) oraz przerośnięte wydatki majątkowe gminy, o których już piszę dokładniej w tekście stricte na temat budżetu. Należałoby zrobić nieporównywalnie większe cięcia ( w granicach tej chorej ustawy, która z góry narzuca etatyzm w samorządach), by cokolwiek pozytywnego osiągnąć.

 
Przyjrzyjmy się sprawie dokładnie. Ja wiem, że to jest przykre, że wiele osób darzy te szkoły sentymentem, że pracuje tam ileś ludzi, jednak podatnicy nie są od tego, by gwarantowac pewnej wąskiej grupie społeczeństwa spokojną, nieprzerwaną pracę, od studiów do emerytury. Lata socjalizmu, w którym przyszło nam żyć wywołały w większości u ludzi postawę roszczeniową. Że „im się należy” i koniec. Ci ludzie, działają zgodnie z ludzką naturą. Nie należy ich winić. Przyzwyczaiło się ich do tego, że wszystko jest podsuwane pod nos, że wszystko jest „za darmo” etc. To był tragiczny błąd. Bo to może jest piękna idea, ale kompletnie nie do zrealizowania. Człowiek to wolna jednostka, która dzięki samemu istnieniu, ma przyrodzone pewne prawa – prawo do wolności, własności i życia. Natomiast dzisiaj notorycznie jednostkę gwałci kolektyw. Pomijając już te względy bardziej filozoficzne to weźmy na pulpit sprawy ekonomiczne, pieniądze nie rosną na drzewach. Socjalizm udowodnił, że jest niewydajny, że nie działa, że prowadzi do katastrof, rozpaczy i śmierci. Są pewne granice ściągalności podatków, nie da się od konrketnej grupy ludzi ściągnąć więcej podatków, niż pewna konkretna kwota. A i tak dochodząć do jej maksimum traktuje się ludzi jak bydło. Implikując, jest pewna konkretna ilość zadań jaką może sprawować państwo. A zostały one już dawno przekroczone.

 
Całkiem niedawno sam brałem się już za zbieranie podpisów przeciwko likwidacji „dziesiątki”. Jednak w przeciwieństwie do większości ludzi, postanowiłem podejść do tego racjonalnie i sprawdziłem po prostu jak wygląda subwencjonowanie tej szkoły, czy przypadkiem nie jest ta likwidacja uzasadniona. Okazało się, że jak najbardziej jest.

 
Kilka liczb (stan na rok 2011):
Gimnazjum nr 10:
Liczba uczniów: 107
Planowana subwencja roczna: 545 065 zł
Planowany koszt na ucznia: 14 786 zł
ZSS nr 1:
Liczba uczniów: 101
Planowana subwencja roczna: 1 498 564 zł
Planowany koszt na ucznia: 14 837 zł

 

 


To właśnie ta ostatnia liczba jest najważniejsza. Jest to odpowiednik bonu edukacyjnego. Tyle płacimy za jednego ucznia w tej szkole. Dla porównania, w przypadku szkół prywatnych, czesne roczne wynosi około…: 2500-4000 zł. Porównajmy jednak do innych szkół publicznych, bo niektórzy wiem, że mają awersję do wszelkiej odmiany słowa „prywatny”. Gimnazjum nr 11, gdzie powędrują uczniowie z „dziesiątki”, popularnie zwany „Roździeniem” – koszt roczny na ucznia to 5 866 zł. Robi różnicę, prawda? Gimnazjum nr 25, które otrzymuje porównywalną dotację roczną, czyli około poł miliona złotych, liczbę uczniów też ma porównywalną, koło setki: koszt na ucznia to o prawie 10 tys. złotych mniej niż w gim 10. Dokładnie: 4 931 zł.

 
Da się oszczędzać? Da się. Jak tak się przyglądam tym wszystkim danym, to sam bym jeszcze kilka szkół zlikwidował, a reszcie dał ultimatum, że albo obniżą koszty, albo łączymy szkoły. To jest racjonalne postępowanie. A chciałem zaznaczyć, że nauczyciele i rodzice, którzy burzą się na takie posunięcia mogą zrobić jedną prostą rzecz. I tu proszę słuchać uważnie, nie ignorować moich słów, owieczki. Przejąć szkołę, jako szkołę o statusie społecznym! To nie gryzie, nie boli. A jestem pewien, że kiedy szkołę trzeba by było utrzymywać bez pomocy wszystkich mieszkańców miasta, to szkoła szybko nauczyłaby się oszczędzania I wszyscy byliby zadowoleni. Ja bym nie płacił za internet w gimnazjum nr X, a nauczyciele zachowaliby pracę, uczniowie swoją szkołę. Wszyscy zadowoleni. No i duch przedsiębiorczości rozwijałby się! Nawiasem mówiąć, mnóstwo organizacji i firm prywatnych sponsoruje szkoły społeczne, takich działa b. dużo na terenie Zagłębia i Śląska. Weźcie przykład!

 
Pytanie teraz co się stanie z budynkami po likwidacji? Czy miasto zrobi to co powinno i sprzeda je, po prostu, na sprawiedliwych zasadach? Czy będą niszczeć? Co się z nimi stanie? Chętnie usłyszę jakąś deklarację z ust radnych, czy prezydenta.

 
Na zakończenie powiem, że nie jestem niewrażliwym ekstremistą, żałuję tych szkół i pracowników, bo wiem co muszą przeżywać. Wystarczy na wystarczająco długo uwięzić zwierzę i karmić je, opiekować się nim, by potem wypuszczając na wolność zdechło z głodu. Pokazuje to jednak okrucieństwo dobroczynności przymuszonej, okrucieństwo dobrych intencji. Które zawsze powodują największe szkody.

DLOKA

22-12-2011
by KJS
0 comments

Sukces prezydenta!

Na dzisiejszej sesji Rady Miejskiej niebywały spokój, choć temat bynajmniej do bezpłciowych nie należy. Radni dyskutowali dzisiaj o projekcie budżetu i Wieloletniej Prognozy Finansowej na lata 2012-2026. Po październikowej ugodzie Górski/PO, łatwe do przewidzenia było jak to się zakończy. Zasmucił mnie oprócz tego Karol Winiarski, który słynął z racjonalnego podejścia do samorządu, a dzisiaj mówi jednym głosem z radnym Bańbuła, czy Ornowskim. Zaciekła obrona podwyżki podatków, czy projektu prezydenta to ostatnie czego się spodziewałem. Dzisiaj zdecydowanie najlepiej wypadł radny z klubu PiS – Tomasz Mędrzak i wygląda na to, że to on zajmie miejsce Karola Winiarskiego, jako prawicowego głosu rozsądku.

Budżet zakłada przede wszystkim ogromny deficyt, który wyniesie ponad 60 mln złotych, to kolejny spory cios w finanse naszego miasta. Dla porównania wg budżetu na rok 2011, deficyt wynosił wówczas prawie 10 razy mniej. Oprócz tego prognozy dochodów bieżące i dochodów majątkowych są można rzec – bardzo optymistyczne. Prezydent i radni nie wzięli pod uwagę, że spirala przyszłorocznych podwyżek, łącznie z podatkami lokalnymi przyczyni się do znacznego spadku wpływu do budżetu, zwiększy bezrobocie i szarą strefę.

Przedstawiciele wszystkich klubów wyrazili swoją opinię na temat budżetu, które były równie przewidywalne jak przebieg głosowania. Daniel Miklasiński wykorzystał typową retorykę Platformy Obywatelskiej o “dawaniu sobie rady”, “współpracy” i “zgodzie”, płaszcząc się jednocześnie przed prezydentem jak najniżej było to możliwe. Już przewodniczący SLD, Tomasz Bańbuła, był bardziej zadziorny, pytanie tylko kiedy Bańbuła zadziorny nie był. Oczywiście, podczas tego smętnie przedłużonego przemówienia można było wyciągnąć parę wartościowych rzeczy, na które radny zwrócił uwagę, były to jednak widać tylko pozory, kiedy na koniec uznał za aberację, by przychodnię, czy szpital traktować jako zakład pracy, czy apelem o rozszerzenie i “uszczelnienie” pomocy społecznej. Po tej wypowiedzi, jako prezydent chętnie wprowadziłbym obowiązkowe szkolenia z arytmetyki dla radnych. Paweł Wojtusiak, który przemawiał w imieniu klubu Niezależnych zafundował nam interesujące doświadczenie zwane – deja vu. Pogroził palcem, identycznie jak rok temu, opowiadał o tym, że budżet nie jest sprawiedliwy do końca, bo przecież jeśli budujemy boisko w jednej dzielnicy, to w każdej innej też trzeba wybudować. W zasadzie implikując to każdy powinien mieć swoje boisko, Aqua Park i Wesołe Miasteczko, wtedy Niezależni byliby szczęśliwi – zwłaszcza jeśli wszystko byłoby publiczne. Jak można było się spodziewać, Niezależni po raz kolejny pokazali swoją butę, znowu udzielając “kredytu zaufania” Górskiemu. Owy kredyt już jest całkiem spory, ale widzę że Niezależni nie kwapią się, by sprawdzać zdolność kredytową kredytobiorcy, przed jego udzieleniem. A stąd się wziął kryzys!

Jak wcześniej nadmieniłem najlepiej wypadł Tomasz Mędrzak, któremu należy się duże piwo za postawienie się przeciwko całej RM. Nie wiem, czy zrobił to tylko z tego powodu, że opozycja musi się nie zgadzać, czy z powodów bardziej ideologicznych – ważne, że miał odwagę to powiedzieć wszystkim. Że podwyższanie podatków prowadzi do niższych wpływów do budżetu, że obecnie realizuje się bezsensowne inwestycje na które miasta po prostu nie stać. Niestety, prawdopodobnie nikt z radnych nawet nie słuchał tego co mówił Mędrzak. Ważne jednak, że słychać było dzisiaj na sali sesyjnej głos, co prawda cichutki, wolnego rynku pośród niezmierzonej otchłani utopii etatyzmu. Oby tak dalej! Zobaczymy, czy radny Mędrzak będzie trwać w swych poglądach.

Dyskusję, która nastąpiła po przemówieniach ciężko nazwać dyskusją. Było to raczej przedstawienie, spektakl i tak każdy z radnych wiedział, że projekt przejdzie w niezmienionej formie. Wojciech Nitwinko powtórzył swoje słynne zdanie, że aby się rozwijać trzeba się zadłużać, czym wywołał u mnie uśmiech politowania. Miałem wrażenie, że patrzę na osobę uzależnioną, która stwierdza, że aby wyjść z nałogu należy koniecznie rozpocząć kolejne nałogi. Wypowiedź z zeszłego roku jest w internecie, zamieszczam ją poniżej. Dzisiejsza wypowiedź praktycznie nic się nie zmieniła. Według Nitwinki, jak i reszty radnych, gwarantem rozwoju miasta są jedynie jak największe wydatki majątkowe gminy. Myślę, że Fidel Castro, czy Lenin lepiej, by tego nie ujęli.

Wojciech Nitwinko: „Aby się rozwijać, trzeba się zadłużać!” from TVKOS on Vimeo.

Budżet i WPF przeszły większością głosów, 3 radnych głosowało przeciw, czyli klub PiS. Przemysław Wydra ani razu głosu nie zabrał, a głosował za. Brawo!

Wkrótce, gdy tylko budżet ukaże się w biuletynie informacji publicznej uaktualnione zostaną liczniki zadłużenia, myślę że wynik będzie imponujący. Jedyne co mi pozostaje w tej chwili to życzyć Wesołych Świąt i jak najszybszej ucieczki do szarej strefy w nowym roku. To chyba jedyna szansa, by uniknąć bankructwa.

terry-goodkind

18-11-2011
by KJS
0 comments

Terry Goodkind o filozofii

Ponieważ jestem często o to pytany, postanowiłem dać czytelnikom możliwość wglądu w temat. Miejcie jednak na względzie, że filozofia to temat obszerny i nie dam rady dokładnie go tutaj przedstawić. Nie będzie to całościowe, ma tylko dać ogólny zarys.

Czy ktoś jest tego świadomy, czy nie, jego działania są motywowane filozofią. Niewielu ludzi rozumie własną filozofię i potrafi powiedzieć jak do niej doszli. Jednak czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, potrzebujemy narzędzi, by dokonywać w życiu wyborów. Tym narzędziem jest filozofia. Barwi każdą myśl, kształtuje sposób w jaki działamy. To nasza mapa drogi przez życie. Jeśli nie myślimy klarownie, formujemy postrzępioną filozofię skomponowaną z chaotycznych pojęć, błędnych kierunków, koncepcji i pozbawionych znaczenia drobin, które kiepsko nam się przysłużą.

Jestem obiektywistą. Pozwolę sobie tu jednak dodać, że moje książki nie mają wyjaśniać, głosić ani promować obiektywizmu. W powieści chcę po prostu opowiedzieć dobrą historię. Jednakże moje obiektywistyczne zasady kształtują moje wyobrażenie na temat dobrej historii oraz sposób, w jaki ją opowiadam. Inni pisarze – czy są tego świadomi, czy nie, również kierują się swoją filozofią. Ponieważ nasze spojrzenie na świat, nasza filozofia patronuje każde działanie, podstawą jest określić całkowitą, zintegrowaną filozofię, by żyć najpełniej, jak to możliwe.

Obiektywizm to nazwa, którą Ayn Rand nadała swojej filozofii. (Uważam ją za największego myśliciela od czasów Arystotelesa, ponieważ ogół jej filozofii to pozbawiona dna, spójna całość. Zawsze postrzegałem podobnie, ale czytanie jej prac pomogło mi wyklarować spojrzenie na filozofię, połączyć koncepcje, których wcześniej w pełni nie łączyłem, rozwinęło moje pojmowanie wiedzy samej w sobie i pomogło uchwycić jak dochodzi się i jak weryfikuje prawdziwość tej wiedzy. „Hymn” był pierwszą książką Ayn Rand, jaką przeczytałem. Dzięki niej zapragnąłem zostać pisarzem i wiedziałem, że uda mi się ten cel osiągnąć.)

Ayn Rand ujęła obiektywizm następująco: „Moja filozofia oparta jest na koncepcji, iż każdy człowiek jest bohaterem, a jego moralnym celem życia jest własne szczęście, produktywne czyny najszlachetniejszym działaniem, a rozum jedynym absolutem.”

Klarowne zrozumienie swoich przekonań jest dla mnie podstawą, by pisać jak piszę, zwłaszcza tworząc książki w gatunku fantasy.Ktoś, kto nie rozumie, lub wie niewiele o obiektywizmie, mógłby uznać, że nie da się tego połączyć z fantastyką. Prawda jest taka, że odpowiednio użyte elementy fantasy mogą odzwierciedlać fundamentalne ludzkie motywy.

Wierzę, że świat, który widzimy, jest realny. Nie popieram platońskiej wizji rzeczywistości. (Platon był adwokatem mistycyzmu. Uważał, że rzeczywistość jest abstrakcją, niedoskonałym odbiciem prawdziwej rzeczywistości, która istnieje w innym wymiarze. Dzięki otaczającym nas abstrakcjom pamiętamy prawdziwą rzeczywistość, którą znaliśmy przed narodzeniem, w tamtym wymiarze. Platon twierdził, że nasza świadomość służy do kontrolowania iluzji, którą nazywamy rzeczywistością. A wszystko dlatego, że nie jesteśmy indywidualnymi istnieniami, a tylko różnymi odbiciami jednego istnienia z innego wymiaru, który Platon uważał za prawdziwą rzeczywistość. Wiem, że Platon to szaleniec, ale to Platon. Sęk w tym, że ta teoria – pierwszeństwa świadomości – która mówi, że nasza świadomość kontroluje rzeczywistość, w ten czy inny sposób jest dziś powszechna i stanowi podstawę typowego przedstawiania magii w fantasy – prawdziwych rzeczy, lub istnień kontrolowanych przez magię kierowaną przez czyjąś świadomość. Świadomość bezpośrednio kształtuje rzeczywistość. Chcemy deszczu – pada. Chcemy zwycięstwa – osiągamy je. Chcemy leku na chorobę – zdrowiejemy. Wszystko kontrolują świadome potrzeby i ukierunkowania, robiąc z nas mini bogów.)

Nie wierzę w magię. Jestem arystotelikiem. (Arystoteles mylił się w różnych kwestiach, lecz stworzenie prawa logiki niezaprzeczalnie jest jego największym osiągnięciem. Prawa logiki to narzędzia wiedzy. Cała nauka jest oparta na podstawowych założeniach Arystotelesa spisanych w jego pracach na temat logiki. Arystoteles był adwokatem rozumu, całkowitym przeciwieństwem Platona. Ten konflikt teorii definiuje wysiłek starożytnego człowieka, by wyjść poza jaskiniowy mistycyzm. To w Renesansie, który wyrósł na Średniowieczu, rozum zwyciężył nad chaosem, a wolność nad niewolnictwem. Arystoteles zrozumiał, że istnieje tylko jedna rzeczywistość, a jest to ta, której doświadczamy. Twierdził, że rzeczywistość to obiektywny absolut, a celem naszej świadomości jest doświadczanie go, nie tworzenie. Abstrakcja jest narzędziem, dzięki któremu człowiek integruje doświadczenia. Doświadczamy tego, co jest. A znaczy A. Twierdził, że przedmiot jest niezależny od tego, czym chcemy, by był. Innymi słowy – natura, by jej rozkazywać musi być posłuszna.)

Istnienie, tożsamość i świadomość to trzy niezbędne podstawowe wartości. Te oczywiste koncepcje są wszczepione w wiedzę. Są filarami rozumu. Istnienie istnieje. Świadomość doświadcza tego, co istnieje. Nie można ignorować tych oczywistości. Muszą zostać zaakceptowane, nawet tylko po to, by przeczyć ich istnieniu. Na przykład nie dowiedziesz, że nie istnieją świadomość i istnienie, jeżeli nie zaakceptujesz, że jest świadomość, dzięki której rozważasz tą tezę.

Dzięki tej filozofii, magia w moich książkach jest czymś, co istnieje, tak jak wszystko inne. A skoro istnieje, ma swoją tożsamość, jak w rzeczywistym świecie, gdzie wszystko, co istnieje ma swoją tożsamość i zgodnie z nią funkcjonuje. Wszystko jest tym, czym jest. Odkurzacz z tobą nie porozmawia. Krzesło nie zamieni się w krowę ani spontanicznie, ani w wyniku takiego życzenia. Wszystko jest sobą. Przedstawiam magię jako coś o własnej tożsamości. Podobnie do krzesła i ona musi istnieć zgodnie ze swoją tożsamością. To nie pierwszeństwo tożsamości, lub świadomości, gdzie magia jest przedstawiana jako coś, co działa zgodnie ze świadomością.

Ci, którzy podlegają pierwszeństwu świadomości, wierzą, że świadomość może oddziaływać na rzeczywistość, wpływać na to, co istnieje. Ci, którzy tak myślą, wiecznie walczą z rzeczywistością, ponieważ rzeczywistość nie podporządkuje się ich życzeniom. Pomimo najlepszych wysiłków, rzeczywistość uparcie odmawia podążania za świadomością. Ci ludzie nigdy nie są w zgodzie z sobą, ponieważ walczą z rzeczywistością.

Jako obiektywista wierzę, że nasza świadomość jest narzędziem doświadczania rzeczywistości, żebyśmy mogli ją zrozumieć, a w związku z tym podtrzymać nasze istnienie. Życzenie nie pokona prawa grawitacji. Trzeba zbudować samolot. Życzenie nie wystarczy, by było nam ciepło i sucho, gdy pada deszcz. Trzeba coś zrobić, a najpierw trzeba zdecydować, że chce się coś zrobić (wolna wola), trzeba pomyśleć. Nasza świadomość, nasze narzędzie do przetrwania, nie może manipulować naturą rzeczywistości, dlatego też musimy nauczyć się praw tożsamości, by zbudować dach, sprawić, by samolot latał, łódź pływała, lub przygotować sobie kanapkę. To podstawowa sprawa w moich własnych zasadach i książkach. W ten sposób moja filozofia kieruje moją pracą.

To, jak filozofia kieruje każdym aspektem ludzkich prac, jest bogatym, lecz drobiazgowym tematem. Nie oczekuję, że to krótkie wyjaśnienie dotknie jego powierzchni, ale mam nadzieję, że odda chociaż zarys tego, w co wierzę, jak ważne dla mnie są różne filozofie i jak fascynujący jest to temat. Tak samo, jak różne filozofie kierują ludzkimi czynami, różne wierzenia kierują moimi bohaterami. Żeby bohaterzy byli realni, trzeba zrozumieć co ich nakręca.

Kiedy czytasz o filozofii, to niezmiernie ważne, by pamiętać, że ci, którzy starają się stworzyć skomplikowaną filozofię, niezrozumiałą dla zwykłego człowieka, chcą ukryć swoje poglądy, które nie wychodzi na światło dzienne z jakichś powodów. Tak naprawdę filozofia jest mapą, prowadzącą nas do osiągnięcia pewnych wartości, byśmy mogli jak najpełniej żyć. Kanapka z szynką jest cenna, ponieważ utrzymuje przy życiu, a przy tym nie jest ona skomplikowana. Jest wartością. Wartości istnieją w rzeczywistości – wartości takie jak jedzenie, schronienie, osiągnięcia, szczęście.

Proste koncepcje, jak jedzenie, tworzą te bardziej złożone jak agrokultura, agrobiznes, biznes, prawo, sprawiedliwość itd. Wszystkie prawdziwe koncepcje, choćby nie wiadomo jak skomplikowane, można przeanalizować aż odkryje się ich źródło w rzeczywistości. Prawda jest nierozerwalnie złączona z rzeczywistością. Prawdę można weryfikować.

Nasza świadomość jest zdolna doświadczać natury rzeczywistości, zdobywać wartości i używać tego, by żyć pełniej.

Niektórzy ludzie używają wielkich słów, próbując nadać swoim wierzeniom uczonego, głęboko sensownego wyrazu, lub – co gorsza – by ukryć fakt, że ich wierzenia są pozbawione sensu. Nie pozwólcie takim ludziom zawładnąć sobą za pomocą kombinacji służących do skomplikowania filozofii, albo zmusić się do zaakceptowania tego, co mają do powiedzenia. Ten typ ludzi chce, byście im ślepo wierzyli; nie chcą, byście samodzielnie myśleli.

Rozum wymaga klarowności. Podczas prezentowania swoich poglądów istotne jest, by przedstawiać je klarownie, wyjaśniać racjonalnie. Kiedy niektórzy z tych pozbawionych racjonalnych argumentów lub wierzeń spotykają się z rozumem, zaczynają się kłócić. Wulgaryzmy i przekleństwa są produktem nieefektywnie pracującego umysłu, prostackimi narzędziami wrogów rozumu, wrogów życia. Nie można dojść do porozumienia z takimi ludźmi, nie są do tego zdolni. Klarowność i rozum to narzędzia prawdy. Używajcie ich, by polepszyć swoje życie.

A teraz, skoro jesteście już uzbrojeni, idźcie i bądźcie najlepsi, jacy możecie. Wstańcie i żyjcie. Możecie nawet zrobić sobie kanapkę z szynką. Może z musztardą i majonezem. To filozofia w działaniu, przejaw wartości.

List Terry’ego opublikowany w 2009 roku na terrygoodkind.com Tłumaczenie: JD

źródło: mieczprawdy.com.pl

392109_289746364389982_100000638633093_952506_84583841_n

13-11-2011
by KJS
5 Comments

Prawda o Marszu Niepodległości

Mimo usilnych zabiegań środowisk lewacko-antypolskich związanych m.in. z Gazetą Wyborczą nie udało się zohydzić Polakom ich ojczyzny. Wczoraj brałem udział w największej manifestacji narodowej od kilkudziesięciu lat. Warszawę odwiedziło 20 – 30 tysięcy ludzi (mimo, że jest podawana liczba 10 tys.). Marsz przebiegł w niezwykle rodzinnej i radosnej atmosferze. Faszystom z antify polskiej, niemieckiej i rosyjskiej nie udało się zakłócić święta.

Osoba, która nie była w Warszawie, a wiadomości czerpała z mainstreamowych mediów zapewne parska teraz śmiechem. Przedstawię w takim razie prawdziwą wersję wczorajszych wydarzeń i proszę o jak najszersze ich rozpowszechnianie, nie możemy pozwolić, by postępowano z nami jak z Solidarnością za komuny.

14:00 – 14:40

Dotarłem wraz z innymi członkami KOS do Warszawy, zatrzymaliśmy samochód na Mokotowie, stamtąd wyruszyliśmy Metrem do centrum Warszawy – drogę wskazywały nam flagi Polski, zarówno te wiszące w nietypowych miejscach, jak i ludzie poruszający się z nimi w dłoniach.

Ok. 15:00

Docieramy do placu Konstytucji, pomiędzy uśmiechniętymi ludźmi z flagami i szalikami w polskich kolorach, kręcą się policjanci – po cywilu (w kamizelkach policyjnych) i prewencja. Ludzie póki co rozmawiają, zaopatrują się w gadżety związane z marszem, czytają gazety, palą papierosy. Czekamy. Z megafonów nawołują do zbierania się po prawej części placu. Zbliżają się odgłosy wybuchów i okrzyki. Megafony krzyczą, żeby pozostać spokojnym, za chwilę rusza marsz. Wszyscy są trochę zaniepokojeni, nie wiedzą co się dzieje – w powietrze poleciały pierwsze race i petardy. W naszą stronę. Megafony krzyczą, aby się wycofać do tyłu i odsunąć od lewackiej blokady. Zaczynamy się cofać, lecą butelki w naszą stronę – kibice biorą w ręce swoje i odrzucają. Do megafonu dochodzi prezes Młodzieży Wszechpolskiej i krzyczy, aby natychmiast odsunąć się od lewackiej blokady i nie podchodzić do kordonu policji, nie dawać się prowokować i nie być agresywnym – każdy kto się nie zastosuje daje nam znać, że przyszedł tu służbowo. Tysiące ludzi cofa się, zostają ludzie w szalikach klubów piłkarskich, nie związani jednak z żadną organizacją kibicowską – niektórzy z nich krzyczą do siebie po niemiecku.

ok. 15:15

Marsz okrążony przez anarcho-faszystów z Kolorowej Niepodległej wycofuje się w przeciwną stronę, pod przystanek METRO Politechnika, gdzie zostaje uformowany na nowo składając się z kilkudziesięciu tysięcy ludzi, po czym bez asysty choćby jednego policjanta rusza przed siebie śpiewając hymn Rzeczypospolitej Polskiej. Policja została walczyć z anarchistami i garstką prowokatorów, która nie usłuchała próśb organizatorów.

Marsz przebiega już w spokojnej atmosferze, ludzie bawią się, śpiewają i wesoło skandują. Na marszu są studenci, kibice, rodziny z dziećmi na rękach i w wózkach, starsi ludzie o laskach i ludzie na wózkach inwalidzkich. Wszyscy są uśmiechnięci, pełni pozytywnych emocji wykrzykują: „PRECZ Z KOMUNĄ” , „WOLNOŚĆ WŁASNOŚĆ SPRAWIEDLIWOŚĆ” „RAZ SIERPEM RAZ MŁOTEM W CZERWONĄ HOŁOTĘ ; )” „BÓG HONOR OJCZYZNA” „CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM” „POLSKA BIAŁO-CZERWONI” i wiele, wiele innych haseł. Moim ulubionym było zdecydowanie: „KTO NIE SKACZE JEST LEWAKIEM HOP HOP HOP”, a widok 30 tys. ludzi w tym tych starszych, ale i bardzo młodych podskakujących do rytmu : ) bezcenny. Podczas całego marszu nie miała miejsca żadna podejrzana sytuacja. W połowie jedynie, kiedy okazało się, że marsz został zdelegalizowany, a antifa biegnie, by przerwać marsz – kibice wyłonili się z tłumu i otoczyli marsz kordonem, by bronić bezbronnych ludzi. Na szczęście niepotrzebnie. Marsz staje się ponownie legalny.

Ok. 16:40

Dostajemy informacje na telefony komórkowe o manipulacjach mediów – media podają, że Marsz Niepodległości starł się na rozdrożu z policją, wszyscy są zszokowani, gdyż jesteśmy dopiero nieco ponad w połowie ul. Belwederskiej. Dlaczego, więc media tak kłamią? Pierwszych policjantów ujrzałem dopiero przy kancelarii premiera – ustawionych 3 rzędami, z pałkami i tarczami – gotowymi do walki.

Ok.17:00

Docieramy na plac na Rozdrożu, zastajemy palący się samochód – przybiega paru organizatorów i mówi o prowokacji – ostrzega, że jedzie policja z armatkami wodnymi i bronią gładkolufową. Stałem przy samym pomniku Dmowskiego – śpiewaliśmy Rotę, Mazurek Dąbrowskiego. Skandowaliśmy już wcześniej wymienione hasła. Z drugiej strony nadeszła blokada. Przyjechała policja, okrąża nas, celując armatkami. Ktoś rzucił racę, petardę. Tłum zaczyna skandować „PROWOKACJA”. Policja przekazuje, że marsz został rozwiązany oraz nawołuje do rozejścia się inaczej podejmie środki prewencyjne. Ale jak w jednej sekundzie rozejść ma się 30 tys. ludzi? Powoli jednak ruszamy, w kierunku metra. Marsz się zakończył bez incydentów. Została grupa prowokatorów i antifa.

Mity i kłamstwa przekazane przez media:

1. 10 tys. osób na marszu niepodległości.

Oszacujmy: czoło marszu znajduje się na końcu Belwederskiej, przy Alejach Ujazdowskich, ostatnia osoba  z marszu znajduje się w tym samym momencie w okolicach połowy ulicy Parkowej, po drugiej stronie Belwederskiej. Długość ulicy Belwederskiej, która jest cała przepełniona ludźmi to prawie kilometr. W rządku znajdowało się około 20 osób na całej rozpiętości ulicy, rządki oddalone od siebie o jakiś 1 metr. Prosto policzyć, że: na samej Belwederskiej było około 20 tysięcy ludzi. Dlatego media unikały relacji z helikopterów, które cały marsz obserwowały nasz pochód. Okazałoby się, że patriotów jest kilkadziesiąt tysięcy, a komunistów tysiąc. Poza tym byłoby widać jak na dłoni, że zamieszki były w innej części miasta niż marsz przebiegał : ) I to boli media i władzę! Dobrze wiedzą, że członkowie ONR i MW to jakieś 2000-3000 osób, a reszta to nie nacjonaliści, narodowcy – zwykli ludzie! To sprawia, że nogi się uginają pod lewackim wywłokiem.

2. Podczas Marszu Niepodległości zostało zatrzymanych ponad 200 osób.

Jak to brzmi? Ponad 200 uczestników Marszu Niepodległości zostało aresztowanych? Tak brzmi? Czy tak było? A, gówno prawda! Większość zatrzymanych to członkowie Antify. Przed marszem ponad 100 zamaskowanych faszystów z Niemiec (ale też Polaków i Rosjan) aresztowano, po walce z Policją, biciu ludzi nie związanych z marszem, niosących flagi. Ci bandyci spowodowali też zatrzymanie defilady państwowej, pobili ludzi wracających z rekonstrukcji wojennej w historycznych mundurach, harcerzy. Filmiki poniżej:

3. Samochód podpalili uczestnicy Marszu.

Mit. Samochód płonął zanim marsz dotarł do pomnika. Przy pomniku stało kilku organizatorów, nawet jednego policjanta nie było, mimo że wiadomo było, że marsz zmierza w tym kierunku. Dziwne. Może mieli nadzieję, że się pogubimy? Na filmiku poniżej, organizator Marszu Niepodległości broni samochodów TVN przed bandytami:

Cieszę się niezwykle, że brałem udział w Marszu Niepodległości 2011 i na pewno wezmę udział również za rok. Byłem tam nie tylko po to, aby zamanifestować swój patriotyzm i miłość do Polski, ale swoją wolność – swój sprzeciw wobec szafowaniu słowem „faszysta” przez lewicę. Ja, libertarianin, naturana odwrotność faszysty byłem na Marszu! I jestem dumny!

Pozostaje tylko kilka pytanio-zagadek, które należałoby rozwikłać:

- Dlaczego policja ścigając faszystów z Niemiec nie mogła wkroczyć do kawiarni Krytyki Politycznej, która dawała im schronienie? Co wiąże ze sobą faszystów z Niemiec i naszych lekko tęczowych marksistów? Czy są to tylko stosunki seksualne?

- Dlaczego policja kopała leżących, niewinnych przechodniów i nie reagowała na akcję antify, która prała każdego napotkanego człowieka? Dlaczego pałowała i katowała ludzi z flagami, po cichu wracających do domu? Dlaczego akceptowana była przemoc antify, a członkowie marszu nawet nieagresywni byli atakowani? I wreszcie dlaczego Policja nie używała równie „prewencyjnych” metod wobec antify, co wobec reszty?

 

Mimo wszystko, to była piękna uroczystość, która wiele mi uświadomiła. Dopiero w takim tłumie można poczuć jedność ze swoją ojczyzną, poczuć dumę z bycia Polakiem, czuć potęgę i siłę swojego narodu. To wspaniałe uczucie, nadal wywołuje u mnie wzruszenie. Dziękuję wszystkim za obecność! Dziękuję kibicom za połączenie sił we wspólnej sprawie i ochronę Marszu przed bandytami, dziękuję wszystkim, którzy przyjechali, na tę 2 godziny, by zamanifestować pewną postawę wobec własnej ojczyzny. Spotykamy się za rok, byleby utrzymać tendencję (rok temu – 5000, w tym roku ok. 25 tys., za rok 100 tys?)

CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!

wszechswiat

18-10-2011
by KJS
0 comments

Poszukuję prawdy

Istotą myśli obiektywistycznej jest postrzeganie świata wyłącznie przez pryzmat rozumu i logiki. Innymi słowy wszelkie sądy, których dokonujemy na temat otaczającej nas rzeczywistości, mogą pochodzić jedynie z owej, obiektywnej rzeczywistości. Znaczna większość obiektywistów odrzuca istnienie Boga, czy innych zjawisk nadprzyrodzonych. Jednak czy to założenie zostało dokładnie przemyślane i czy my, obiektywiści, ludzie których cechuje racjonalizm i chłodny rozsądek, zamiast przyjąć ten aksjomat za racjonalny z automatu, nie powinniśmy przyjrzeć mu się dokładnie, krytycznie – jak na racjonalistów przystało?

To, że żadna istota paranormalna nie ingeruje w nasze życie i otaczający nas świat, jest równie pewne co stwierdzenie Arystotelesa, że A jest A, a B jest B. Ani cuda, ani proroctwa, horoskopy, czy święte księgi nie mają żadnej wartości poznawczej, natomiast wiara w to może okazać się tragiczna w skutkach. Dowody na to przedstawia nam nauka, która może nie jest jeszcze doskonała pod wieloma względami, a nasza wiedza pełna, jednak śmiało możemy stwierdzić, że praw fizyki i matematyki nie da się złamać, czy obejść w cudowny sposób, a jeśli komuś wydaje się, że się to udało – prawdopodobnie nie jest dobry z nauk ścisłych lub odkrył nowe prawo fizyczne. Istnieje jednak jeden szczegół, który poddaje w wątpliwość część ateistycznej kosmologii. Póki opieramy się na racjonalnych wnioskach, wyciągniętych z otaczającej nas rzeczywistości – potrafimy dowieść procesowi ewolucji, rozpadowi pierwiastków, selekcji naturalnej. Znamy nasze położenie w ogromnej ilości materii, zwanej wszechświatem i na podstawie zwykłego rachunku prawdopodobieństwa jesteśmy w stanie dowieść, że nie jesteśmy sami w tym natłoku przestrzeni. Wiele już wiemy, jeszcze więcej przed nami, jednak o jednym nie wiemy niczego. Nie mamy nawet poszlak, a jedynie przypuszczenia, które coraz bardziej oddalają się od racjonalnych wniosków. Jesteśmy w stanie wywnioskować jak wyglądał wszechświat w pierwszej sekundzie istnienia, w drugiej, w trzeciej i każdej następnej. Nie wiemy jednak nic i nie mamy nawet pół informacji, jak doszło do powstania wszechświata, co było przedtem? Nie mamy prawa sądzić, że  racjonalnym wnioskowaniem nazwać można zgadywanki, czy mgliste teorie fizyków, które bardziej podpadają pod traktaty filozoficzne, niż logiczne wywody. Czy w takim razie ateizm jest racjonalny? Czy jest coś bardziej racjonalnego od ateizmu?

Zazwyczaj przyznanie się do niewiedzy jest prawdziwszym dowodem mądrości, aniżeli usilne brnięcie we własne wierzenia. Czyż nie brzmi bardziej racjonalnie, że przy obecnym stanie naszej wiedzy na temat powstania wszechświata (niemal zerowej), bardziej prawdopodobne dla nas jest zaistnienie na chwilkę (więcej nie trzeba było) pierwiastka inicjującego bieg wielkiej machiny? Skąd jednak ten pierwiastek? Na jakiej zasadzie działał? Co się z nim stało? Czy to był Bóg? Kto wie? Można nazwać to nieokreśloną siłą sprawczą, która działając zgodnie z nieznanymi nam prawami, na nieznanej zasadzie pośrednio stworzyła mnie, Ciebie, Twój samochód, słońce, które nas grzeje, wszystko co nas otacza, po czym odeszła na zawsze, zostawiając rozpędzający się wszechświat.. Ile to mogło trwać? Jak zdefiniować trwanie tej siły, skoro wg wielu teorii nie istniało wówczas coś takiego jak czas. Może to wszystko brzmi niezwykle górnolotnie, może dałem się ponieść fantazji. Jednak o ile bardziej racjonalne jest twierdzenie, że coś powstało z niczego? Wnioski bez dowodów, bez obliczeń, które są podstawą potem do teorii fizycznych nie mających prawa bytu?

Racjonalizm, który jako nieodłączna cecha obiektywizmu, obliguje mnie do krytycznego spojrzenia na utarte schematy, nie jest ślepą wiarą w liczby i twierdzenia. Jest logicznym i trzeźwym spojrzeniem na naszą rzeczywistość.

 

Nie przesądzam w tym tekście, że ateiści się mylą, a deiści nie. Nie jest ten tekst również moim manifestem. Ma on na celu przypomnienie nam wszystkim, czym jest racjonalizm. I mimo, że Ayn Rand mówiła o tym nieco inaczej, mój tekst jest jak najbardziej zgodny z jej nauką. Nie opowiadam się po żadnej stronie, ale poszukuję, analizuję. Chciałbym poznać prawdę, dlatego nie zamykam się w ciasnym świecie schematów. Poszukuję prawdy.

Tekst został umieszczony na oficjalnym serwisie Miecz Prawdy (seria książek) oraz Terrego Goodkinda, w dziale filozofia: Okiem obiektywisty. Zapraszam do odwiedzin strony.